Etap 3 MDS 2015 . Michał 15sty!

Ja tu siedzę przed komputerem a on tam biegnie. Takim zachowaniem propaguję dyskryminację dla sportów ‘endurance’, bo machać nogami pod stołem kazdy może i nie nazywajmy tego sportem. Choć przyznam, że jak patrzę na 30th MDS nogi same chodzą jak kolejka wąskotorowa aż długopisy skaczą. Bezustannie śledzę bieg Michała i reszty polaków! Kibicuję nawet tym co już odpadli – wczoraj sprawdziłem – MDS już zebrało żniwo kilku ofiar biegu do piekła. Jeszcze nie znam szczegułów dlaczego odpadli ale z doświadczenia mogę domniemać iż mogło to być wycieńczenie w trakcie biegu lub wyrywkowe sprawdzanie plecaków i liczenie kalorii. Za brak wystarczającej lub zbyt chudą spiżarnię można odpaść z biegu.

Koncentrując się na Michale. Chłopak widać ma oczywiste serce do maratonu. Jest moim bohaterem – gościa nie znam, nigdy nie widziałem a kibicuję mu jak bratu. Chce żeby zdobył tytuł najlepszego Polaka na MDS. Wyszukałem w necie – jeszcze nie potwierdzone informacje – najlepszy polak do tej pory był 18: Stefan Stefański. Szesnasta edycja MDS z roku 2001. W zeszłym roku niesamowity był Hubert Busko z Teamu Cobi Poland. Zajął wysoką – 25tą pozycję. Cała ekipa Cobi była poza moim zasięgiem i dla przyzwoitości – nie będę winił butów i brak ochraniaczy na kostki (gators). Po prostu chciałem zobaczyć jak to jest bec z piaskiem w butach, sprawdzałem ile razy w trakcie biegu przez wydmy trzeba ten piasek wysypywać i jaka jest maksymalna liczba odcisków na odciskach aby krew zmieszana z brudem mogła zederwać wszystkie pazkokcie z nóg. A że uwielbiam ból – z przyjemnością podziwiałem lepszych biegaczy, którzy wyprzedzali moje ambicje dotrwania do samego końca. Machałem im szczerze choć miałem tak samo dosyć bólu jak tego trochę wymuszonego uśmiechu. Moje spalone ramiona już nie miały znaczenia, bąble na przedramionach to pikuś z tym co działo się z w butach a udar? Jaki – że ten… słoneczny? Ależ skąd! To tylko dodawało uroku całemu przedsięwzięciu. W połowie osiemdziesięcio kilometrowego odcinka wyglądałem jak zbłądzony menel, który coś ledwo przytomny wysiadł z autobusu 143 na środku Sahary i ruszył przed siebie w poszukiwaniu butelki – nie ważne jakiej, ważne żeby nadawała się na skup. Po piątym check-poincie znalazłem na w pół otwartego batona na piasku. Nie rozmawiałem z nim długo. Wszedł jak malinka. Realia 29’go. “Dobrze, że się dobrze przygotowałem”. W szoku jestem, że byłem 274. Straciłem dobre 130 pozycji w trakcie długiego odcinka. A miało byc tak pięknie! I było! No joke. Było naprawdę super. Polecam.

Dobra, emocje na dno. Znowu – Michał musi dobiegać do drugiego check-pointu. Śledzę go na gps choć ten pewnie trochę oszukuje. Nie, nie Michał – GPS! Wczoraj szukałem go na mapie a okazało się, że lepiej polegać na wynikach czasowych z tabeli. W ostatniej chwili wpadł przed kemerkę – jedyna okazja aby zobaczyć kto to wogóle jest. Nigdzie online nie można tego faceta ani obejrzeć ani odczytać. Zmęczony po 2’gim wpadł na metę z lewej jaoś jak piłka do bramki. Jakiś arab schłodził go wodą ze spryskiwacza jak na auto-myjni. To musi być jakaś nowa opcja na MDS. Nie było tego w zeszłym roku. Właśnie patrzę Michał dwie minuty temu wbiegł na Cp2. 12:15 – 11.8km do końca. Tak trzymaj Michał! Jutro dłuuugi bieg, oszczędzaj siły. Co za okropna masakra. To nie jest quite fair. Ja tu męczę się przed kompem a on tam masuje sobie nogi na wydmach. Musi być w czołówce! W końcu – nie po to tyle trenowałem żeby Polacy się poddali. Czuję, że Michał będzie najlepszym polakiem w historii. Ciśnienie mi skacze na samą myśl. Jutro wszystko może się zmienić. Keep the faith. Good man!

Wiadomość z ostatniej chwili: Michał po trzecim etapie 15sty! Oszczędza siły przed jutrzejszą walką. 6 Cp’s, bieg w nocy lub tylko do popołudnia!

 

Marathon of the Sands . Morocco
Comments are closed.