Michał Głowacki – MISTRZ POLSKI 30MDS

POLSKA HISTORIA 30’MDS JEST PISANA TERAZ.

Żadnemu polakowi nie udało się do tej pory to co osiągnął Michał Głowacki w 30stym Maratonie Des Sables w Maroku. Jeszcze trzy dni temu mogliśmy sobie wyobrażać, że Polak – jeśli będzie tak dobrze biegł przez wszystkie etapy, zdobędzie tytuł najlepszego Polaka na MDS. Poprzeczka wysoko, META odległa a kilometrów naprawdę sporo. Niemal 250 | pięć długich dni konkurencji | wyrzeczeń i dyscypliny. Super Ultra Maraton, którego trasa prowadzi przez rozpalone słońcem piaski Sahary.

– Jak do tego się przygotowałeś? Jak tego dokonałeś? -chcę zadać to i inne pytania człowiekowi, który wygrał mierząc się z najlepszymi w tej bardzo niszowej profesji. Maratony dla niektórych są częścią ich pracy. Zawodowcy. Ludzie, którzy biegając zarabiają. Na liście 30go MDS odnajdujemy sławy, Olimpijczyków którzy doznali porażki biegnąc obok nazwisk bez specjalnie sportowego skojarzenia. Michał dla mnie jest osobą, która pojawiła się tak samo szybko jak z nikąd aby swoim wynikiem wprawić mnie i resztę Świata w kompletne osłupienie. Gdyby ktoś mi powiedział, Michał Głowacki startuje w Maratonie Des Sables i będzie *14sty, pewnie bym go poklepał po ramieniu i powiedział – powodzenia. Szczęście bardziej potrzebne było mi niż Michałowi. Jak to wytłumaczyć? Jak ten facet to zrobił? Postaram się spotkać z Michałem i opisać wam wsyztsko na specjalnie jemu dedykowanej ‘Wall of FameMDS-PL. Nawet teraz, kiedy to piszę trzymam się za głowę. Za każdym razem kiedy będę wykonywał ten gest – będę myślał o M. Głowackim.

HURAGAN Sahary. Polak biegł od samego początku bardzo pewnie. Pierwszy etap pokonał na 16 pozycji. Już wtedy dał do myślenia takim biegaczom jak Ahansal, Kendall, Al Aqra czy Le Saux. Elita, z którą liczy się tylko – sama Elita. Bardzo trudno jest się nowej twarzy przedrzeć przez ranking pierwszej 10tki. Nie wspomnę o kompetycji. Powiem inaczej – jest to nie bardzo możliwe. Szczyt listy MDS jest – był, od lat ściśle zarezewowany dla kilku nazwisk. Nie było na niej Polaka. Tak jak Danny Kendall kiedyś wypracował swoje miejsce pośród Marokańczyków i Jordańczyków dziś jest tam Michał Głowacki. Człowiek, z którym trzeba się liczyć. Zawodnik z Polski, który dystans 250 kilometrów pokonuje w 25H32’42”. Czekając na etap drugi, myślałem że obserwuję szczęściarza. Miałem radość w oczach, widziałem że dzieje się coś niesamowitego. Nie codziennie nowy uczestnik MDS po 1’m etapie ląduje na tak wysokiej pozycji! Michał pokonał takie legendy jak Damien Vierdet czy Mohamed Faraj! To jednak był dopiero początek. On do Markoa przyjechał powalczyć, a dopiero stoczył pierwszą bitwę.

Etap drugi Michał przebiegł w równie niesamowitym czasie: 3H10’48”. Jak grom z nieba – Polak umocnił swoją pozycję w tabeli. Dla konkurencji ten rejs dopiero się rozpoczął. Jeśli Głowacki wytrwa w takim tempie do kolejnego etapu będzie to oznaczało, że w 30MDS niektórym mistrzom z wycieńczenia nosem poleje się krew. I tak się stało. Michała pozycja: 15. Marokańska świątynia mistrzów wybudowana na przekonaniach zachwiała się w fundamentach. USA, Francja, Anglia, Włochy, Hiszpania, Maroko – a przede wszystkim Polska, zadaje sobie pytanie: – Kto to jest ten facet numerem 937? Od tej pory nazwisko Głowacki nie znika biegaczom z ust na całym Świecie, we wszystkich językach. Ten scenariusz pisze samo życie. To nie milowy krok w Polskim sporcie. Michał stworzył legendę.

Etap trzeci, a ja już nie siedziałem w jednym miejscu. Ta sprawa stała się poważna. Piasek, piasek i jeszcze raz piasek. Nogi grzęzną po kostki. Na plecach jeszcze dobre 7kg a do końca wyścigu jeszcze dobre 170km! Piach, płasko, między górami, skaliste podłoże, znowu wydmy, piach i znowu płasko. Nogi pracują jak na pełnym etacie w fabryce. Samo południe. Głowa nie może stracić kontaktu z rzeczywistością. W takich okolicznościach rozum łatwo utopić w pragnieniu. Tempo Michała 9.76Km/h. Wciąż dobre lecz trochę wolniej. To musiała być strategia. Dzień czwarty to najdłuższy etap w historii MDS. Polak dobiega o 12:29:58 i plasuje się na 19 pozycji. Jest dobrze. Minuty przed Głowackim ląduje Philippe Verdier i Damien Verdiet. Le Saux i Kendall w pierwszej dziesiątce. Lecz czy to miało jakiekolwiek znaczenie dla tych zawodników w końcowej klasyfikacji? Nie zupełnie. Strategia Michała się do tej pory sprawdzała. Cały czas wiedział co robi.

Etap czwarty przyprawił mnie o zawrót głowy. Sam fakt, że pierwsza setka startuje 3 godziny po fali turystów już mnie wybiło z rytmu. Nie mogłem doczekać się biegu Michała. Sieknąłem 3 espresso i kiedy wystartowali mało nie dostałem zawału. Trzy godziny robi wielką różnicę – biegacze ruszyli o 11:13, w samo południe! Upał topi plastik, smród “spalonej gumy” wdziera się w nozdrza, adrenalina ustawia system reakcji, receptory bólu odcięte od rdzenia – tętno w pełnym sprincie jak zając uciekający przed psim mordem. Trudno sobie to wyobrazić. Jeden strzał i jazda. Plecak nadal ciężki a do pokonania dystans jak z Ziemii do Księżyca91.7Km. Choć czas na pokonanie całego etapu to 36 godzin, dla niektórych wyścig kończy się w tym miejscu. A trasa? Prawie zupełnie niemożliwa. Pierwsze 10 kilometrów. Opis trasy aż potyka się o kamienie i zanurzaja w piasku. Pagórki, strome wzgórza, dalej jest tylko gorzej. 20% zejście z El Otfal Jebel. Dla amatorów przygód wskazówka – Panoramiczne widoki – zrób sobie zdjęcie! Michał do CP.3 dobiega w niesamowitym czasie 15:44:39, 4h 31min i 14sekund. Czołówka wyścigu wyraźnie się rozrzedziła. Od tego momentu można było obserwować jedynie pojedynczych biegaczy zamiast całej grupy. Pewnie, na samym przedzie biegł Rachid El Morabity razem z Aziz El Akad. Przez cały czas gonił ich Danny Kendall i Samir Akhdar. Michał Głowacki troszkę się od nich oddalił lecz non-stop deptał im po piętach. Miałem wątpliwości co do tego etapu. Adrenalina trzymała mnie przed komputerem do samego końca ale te masywne odstępy pomiędzy poszczególnymi biegaczami całkwicie zmieniały strategię i układ w tabeli generalnej. Aby przewidzieć końcowy wynik Michała musiałem poczekać do CP.5, po którym już wiedziałem, że jeśli utrzyma swoje tempo – będziemy mieli szansę go obserwować na mecie o godzinie 22:30 i utrzyma się na 14 pozycji. Nie musiałem czekać na kolejny etap. Po prostu już wtedy wiedziałem, że Michał Głowacki oficjalnie jest najlepszym Polakiem w historii Maratonu Des Sables.

Etap piąty – najlepszy ze wszystkich. Prędkość, styl i finish. Doskonały. Po prostu. Rywalizacja w tym etapie była najbardzie zaciekła. Prędkości zawodników wachały się od 11.03 do 12.41Km/h! Przez pustynię! Przez skały! W upale! W tym etapie czołówka pozostała bez zmian. Utrudnieniami tego etapu były przede wszystkim: grzązki grunt uformowany z mieszanki kamieni i szarego piasku, totalne wycieńczenie, resztki kalorii. Przygotowanie psycho-techniczne i zasoby oszczędzonych sił odegrały kluczową rolę w tym etapie, który wyraźnie był biegiem na czas. Mohamad Ahansal ma kilka stylów biegania. Złe ustawienie stopy może kosztować utratę niezbędnej energii, przeciążenie ścięgien i nadmierną pracę mięśni piszczeli. Zawodnicy w trudnym terenie szukają ułatwień omijając grzązki grunt w dolinach przeciskając się pod stromymi zboczami wzniesień gdzie ziemia jest bardziej stabilna, twarda. Takie manewry to oszczędność sił jednak ogromna strata czasu. O tym wiedzą najlepsi, przeciętni ignorują. Michał pokonał ten odcinek w 3H48’25 co ostatecznie dało mu silną – 14 pozycję.

Michał Głowacki jest najlepszym Polakiem w historii MDS!

Dokonał tego podczas 30stej edycji tego prestiżowego Ultra-Maratonu, nazywanym Maratonem Piasków. Stał się inspiracją dla innych biegaczy, wprawiając tym samym w osłupienie resztę świata tej dyscypliny sportu. Dla mnie? To wydarzenie ma silny wpływ na definicję moich własnych ambicji. Zupełnie jakbym dobiegał do mety 30MDS. Mogę spokojnie powiedzieć, że suckes Michała będzie wkrótce silnie oddziaływał na każdego znas. Dziś przebiegłem 20km. A ty?

*Dane Tabeli Generalnej z dnia 12 Kwietnia 2015 | Pozycjonowanie zakończone.
Marathon of the Sands . Morocco
Comments are closed.