Wywiad z Michałem Głowackim . 30 MDS 2015

Michał Głowacki Patriotycznie nastrojony . 30th MDS 2015

Spotkałem Michała wraz z żoną na skromnej kolacji.

Mecenas sportu, to każdy uczestnik Maratonu Des Sables, który go ukończył. Możesz się ze mną nie zgodzić i przywołać przykłady osobistości wspierających aktywnie sport, pasjonaci.
Wzięcie udziału w MDS nie jest proste. To nie tylko treningi ale również wyrzeczenia finansowe. Z resztą, nie starczy miejsca na opisanie tego co przechodzi każdy kto własnymi środkami stara się zbudować drabinę do wspięcia się na listę Maratonu. Nie mówię o firmach. Nie mówię o sponsoringu korporacyjnym – mówię o indywidualnościach. Ludziach, którzy na bazie własnej kreatywności, determinacji i sile woli budują imperium sportu którego duma jest reprezentacyjna, na skalę Światową! Oto jest Polska flaga – Patriotycznie i trochę sentymentalnie. Uśmiech ale jest poważnie tak jak poważna jest determinacja – wygrać!
Zabrakło mi… pojęcia. Patrzymy na wyniki zamiast na… ludzi. Zabrakło nam “powstania” choćby z miejsc, bo dupa czasem zbyt ciężka aby ją ruszyć z krzesła, z fotela. Z auta, bo zbyt drogie było jak kupowałeś teraz siedzisz i machasz przez okno – głową bo ręce zajęte. Klaskać też nie musisz, bo to nie twoja euforia. Nie Twoja krew się polała na piasek. Nie Tobie ciężki plecak i obtarte ramiona. Słońce nie przeszkadza, choć może powinno bo szare te auto jakieś bez promieni metalic się nie mieni. Słuchasz, ktoś szepnął to sukces Polaka. Zmieniasz – kanał.

A nie powinieneś, bo ja siadam przy stole i opowiadam. O rzeczach ważnych, istotnych dla sportu. Dla Państwa – choć tego mało i w granicach się nie mieści. W tych adminitracyjnych i umysłowych. Bo jak można znać z nazwiska polityków, których zjawisko jest ulotne jak pierd na wietrze – a nie kojarzyć ludzi których życie pomaga innym widzieć dalej i planować na dłużej(!) Tak, to na końcu zdania to wykrzyknik. Wiesz dlaczego? – Bo staram się przekrzyczeć własne EGO.

Byłem zarażony sukcesem człowieka podczas biegu 30 MDS i pozostaję w tym stanie mentalnej dolegliwości. Ten facet jest jak kula załadowana w rewolwer. Pobawmy się, ja przekręcę a ty naciśniesz. Zobaczymy czy zadziała! Tylko celuj w horyzont. Ekscytacja Michała MDS szybciej uderza w wyobraźnię niż pocisk. Nie wiedziałem czy ja za szybko zadaję pytania czy Michał za szybko na nie odpowiada. Podczas dyskusji chyba wszyscy przebiegliśmy ten sam ultra-maraton.

Burn out the energy of mind and body with burning flames.

Tanren, Kazumi Tabata

Herbata na początek; Michał nie pije, choć suszyło jak w pralce na tysiąc obrotów.
– (…) Zrozumiałem jakie popełniłem błędy treningowe podczas biegu, czy po Maratonie Des Sables. Kilometrarz miałem prawie-prawie dobrze dobrany ale potem zrozumiałem, że w sumie za krótko biegałem. W styczniu przebiegłem lekko ponad 600km, to był mocny miesiąc. Trenowałem długo i ciężko – mozolnie. Był to “fundament” pod dobrą robotę; – To jak przebiegłeś 600 kilometrów w miesiącu to ile dziennie wychodziło? – No tak; wychodziłem mniej więcej dwa razy na trening jak miałem wolne od pracy. Rano podrzuciłem syna do szkoły, żona w pracy to robiłem 25km i przy tym lekki rozruch 8km, więc wychodziły mi czasami dni takie po 35km. Zatem w Styczniu byłem dosyć dobrze przytrenowany. Miałem dobre akcenty – krótkie, 14 kilometrowe odcinki gdzie ostatni kilometr biegłem na 3:15. Teraz wiem, że mogłem dołożyć 4km i zrobić cały dystans wolniej. No ale zrozumiałem to dopiero później.

– Czy do MDS przygotowywałeś się od Kwietnia po zapisaniu się rok przed startem?; – Niee, od Stycznia. Biegałem tak sobie, ruszałem się dopiero pod koniec Grudnia usłyszałem ostatni gwizdek, wiedziałem że trzeba się wziąć do roboty. To był moment kiedy chciałem konkretnie się zabrać do tematu, żeby móc się pokazać w Maroku.

– Trenowałeś z plecakiem? Kilogramowo identyczny do tego na Maratonie? – Nie nie, ja mało treningów zrobiłem z plecakiem. Chyba tylko trzy razy przebiegłem się z plecakiem i też nie takim zapakowanym tylko jakimś takim lżejszym, 2-3 kilowym chyba.

– Jakie przymierzałeś buty do Maratonu? Na jakich markach się koncentrowałeś?post 1image_ADIDAS – Par butów to miałem 80! Do biegu trenowałem głównie w swoich wypróbowanych butach. Ulubione to “ADIDAS Boost Glide“, najbardziej mi pasowały. Wiedziałem, że nie są to buty trailowe. Są za miękkie, piankowa podeszwa bez konkretnego uchwytu pod ostre krawędzie. Dopiero półtora miesiąca przed wyjazdem zrobiłem przegląd butów pod MDS. Wyszła z tego mega amatorka. Ostatnią parę butów kupiłem 1 miesiąc przed biegiem. Dałem je do sklejenia na gators u szewca i myślałem poważnie o nowej parze żeby ją zabrać na pustynię. Wybrałem “Brooks Cascadia“. Wiedziałem, że są dobre na maratony trialowe ale dostałem je o 2 numery za duże i nie byłem ich do końca pewien. Wyraźnie ich nie czułem, kolorystycznie i technicznie – zupełnie mi nie pasowały. Postanowiłem je odesłać. Potem kupiłem Salomony. Bardzo dobre buty. Jedyny minus jaki odnalazłem w moim przypadku był taki, że były za ciepłe dla mnie. Noga mnie parzyła po godzinie biegu w 15 stopniach a co dopiero w 45 na Saharze! Na Europejski Trail są ok ale do MDS? Nie polecam.

– Biegałeś w Oasics– Biegałem w nich często kiedyś jak trenowałem tak pół-zawodowo. Były dobre i nawet się zastanawiałem czy nie kupić nowej wersji ASICS FUJI, które są zaliczane do biegów Trailowych ale nie miałem czasu ich testować. Zostały mi dwa tygodnie do maratonu a ja wciąż nie miałem butów. I mówię, – Ania, pobiegam w Glide’ach. Dobre, wypróbowane i tyle. Nawet 100km nie miała para, którą sobie odłożyłem jako zapasowe. Pół numera za duże, zatem z lekkim marginesem, przebiegłem się w nich 3 razy i dałem do szewca. Obrobił mi je i jak się okazało były idealne. Do tej pory je mam. Bardzo fajnie mi się w nich biega.

– Co myślisz o HOKA– Pierwszy raz je zobaczyłem na lotnisku przed MDSHOKA i od razu sobie pomyślałem, że muszą to być jakieś specjalne buty ortopedyczne. Nigdy w nich nie biegałem i nie słyszałem wcześniej. Dopiero jak później po maratonie siedzieliśmy w pokoju hotelowym z Wiesławem to mogłem się tym butom przyjrzeć. Faktycznie lekkie, dobra amortyzacja. Kamiński je miał, biegał w nich wcześniej. Zobaczę jak się w nich biega. Cena wysoka ale może warto kupić. Słyszałem o paru defektach HOKA ale je wypróbuję.

– Jaką miałeś dietę przed maratonem? – Wiedziałem mniej więcej co mam jeść. Korzystałem z tak zwanej diety maratońskiej. Czyli dieta z węglem i dieta bezwęglowa. Stosowane przemiennie mniej więcej co 2 dni, jedna przed i w trakcie a druga po treningu. Ważne żeby wykluczyć wszystkie węglowodany z organizmu. Nie jesz chlebów, makaronów, eliminujesz cukry. Dietetyk radził żebym biegał na niskich węglowodanach ponieważ podczas maratonu nie masz dostatecznej ilości paliwa w formie węgla i dlatego spalasz białko. Dobrze jest wyjść na 30km biegania, nastawiasz się przynajmniej na taki dystans i po takim dystansie nie pakujesz w siebie makaronu czy kanapki z masłem tylko lekka herbatka – zasypiasz na głodzie – rano wstajesz, idziesz na trening i biegniesz kolejny dystans w warunkach, które stworzyłeś dla organizmu zbliżonych do tych na MDS czy innym Ultra. Trzeba dostosować swój organizm do optymalnych warunków z umiarem.

Anything should not be beyond balance.

Chudou, Kazumi Tabata

– Cukry czy tłuszcze? – Ja jadłem wszystko. Zarówno cukry jak i tłuszcze są potrzebne do dobrej kondycji. Zakładasz, że biegniesz maraton (42km) w Niedzielę, to trenujesz niską w węgiel dietę od Poniedziałku do Środy wliczając w menu tuńczyka, sałaty, zieleninę z jajkiem, herbata gorzka i wszystko w małych ilościach 2-3 razy dziennie. Czujesz się zmęczony, w głowie ci się kręci bo brakuje ci cukru, czujesz się osłabiony, pełzasz na blado. Po takim kołowrotku wracasz na trzy dni do tankowania energii, czyli dobre spagetti, dużo owoców. Pobierasz paliwo na 70% do straconych 50% kalorii tak aby 20% pozostało jako rezerwa organizmu na ten jeden bieg do którego trenowałeś. Czyli chodzi o zastosowanie odpowiedniego balansu w diecie aby o pustym brzuchu ale z energią dać z siebie wszytsko. Dlatego na MDS ważne jest aby zabrać ze sobą takie produkty, które ułatwią Ci przemierzanie codziennie jednego maratonu – a w środku tygodnia nawet dwa. Jedzenie jakie ja zabrałem było bardzo źle dobrane. Internet mi zamieszał w głowie i zamiast zabrać to co było dobre dla mnie popakowałem to co było dobre dla innych. Na szczęście ja zabrałem żelki, które nie były takie słodkie. Inni zużywali litry wody na popijanie skrajnie słodkiego, pełnego chemii i lepikiego pokarmu. Bardzo polecam żele “Active Live Energy”. Człowiek, który je zaprojektował jest doktorem farmacji, mój dobry znajomy – Olimpijczyk z Aten! Biegał na 3000m przez przeszkody. To on mi właśnie rozpisał dzień po dniu co mam brać przed snem, na śniadanie i po biegu. Do tego dochodził szereg witamin. Magnez, cynk.

– Co brali inni uczestnicy do jedzenia? – Rumuni, z którymi mieszkałem mieli mnóstwo potraw. Jeden zabrał konserwy, które ważyły tyle co ja razem z plecakiem. Przed maratonem wyciągaliśmy z plecaków kto co miał i liczyliśmy co nam naprawdę będzie potrzebne. Już godzinę po ważeniu plecaka zaczynasz kalkulować, czy te 15 kilo w porównaniu do innych – dużo lżejszych plecaków jest rozsądne. No i wyrzucasz! Dzieci w Afryce głodują a tu się wyrzuca – no ale na szczęście znajdują się tacy, którym jedzenia nigdy za wiele. Spadkobiercy kanapek. Po kilku dniach głód tak wszystkim doskwierał, że normalnie strach spać w namiocie. (…)”Każda kość na wagę złota, Niemiec zjadł grubego Szkota. Włoch obudził się z namiotem w buzi, wygldał jak szmaciany ludzik.” Taka maratońska piosenka ułożona w ostatni dzień. Na 230 kilometrze w pragnieniu, rozproszeniu i kompletnym wycieńczeniu już wszystko jest Ci obojętne. Byle do mety, do domu, obiad!

– Biegałeś na głodnego? – Na śniadanie jadłem batonik zbożowy i żelka. Miałem cztery na 1 etap. Miałem ze sobą owsiankę ale wyrzuciłem, bo za ciężka była.

– Czyli miałeś więcej kalorii w plecaku w pierwszym dniu niż zakłada to regulamin MDS? – Miałem mieć 21tys. kalorii ale przed startem zrobiłem z tego 14tys. Dziennie spożywałem około 2200 kalorii w batonach i suchym jedzeniu. Przy takim wysiłku gdzie na każde 10km przypada 830 spalonych kalorii MDS przebiega się na ich olbrzymim deficycie. W całym maratonie można stracić do 6 kilogramów wagi! Nie każdy jest na to gotowy. Ludzie mdleli, na check-pointach kroplówki.

– Orzeszki? 2000tys. kalorii w jednej paczce – Tak, to jest dobre źródło enegii. Są drugie na liście pod tym względem. Pierwszy jest olej. Natalia (była w Polskiej ekipie) robiła kakao z gorącą wodą, czekoladę. Zrobiliśmy deal z Natalią, że ja odpalam ognisko ona częstuje czekoladą. Na szczęście się godziła na taki układ.

– Robiłeś pranie na MDS? – No miałem tylko jedną koszulkę, strasznie zasoloną i musiałem ją wyprać – to znaczy wymoczyć w słodkiej wodzie bo już nie mogłem jej zakładać taka była sztywna od soli. Przeciąłem butelkę na pół, wlałem wody – wycisnąłem i gotowe. Ta sama sytuacja była ze spodenkami, strasznie zasolone. Mogłem je powiesić na lince od namiotu jak flagę. Cała garderoba do prania. Wszytsko przepocone, syf straszny. Czułem się dosłownie jak (…) – to znaczy… wiesz o co chodzi hah! Określenie może nie najlepsze na tę okazję hahahahaha. Serdecznie pozdrawiam kumpli z namiotu, którzy wyglądali o wiele lepiej niż ja. Pomagali mi chłopaki jak mogli. Oni nie przyjechali tam powalczyć dlatego mieli spiżarnie lepsze od mojej. Około 5-6 żeli dostałem od nich + spagetti, oj to było fantastyczne. Mogę spokojnie powiedzieć, że moja egzystencja była częściowo wsparta przez zasoby koleżanek i kolegów z namiotu. Wiem teraz, że aby się ścigać trzeba tam mieć dobrze przystosowany organizm aby na kalorycznym minimum móc udźwignąć ciężar dystansu, upału, zmęczenia i braku koncentracji. Marokańczycy, Jornańczycy i Ci Europejczycy, których organizmy zostały wyćwiczone do tego stopnia aby być pewnym siebie i warunków – to są maszyny. Z nimi nie ma lekkich żartów.

– Zimno było w nocy? – Ja wrzuciłem do torby, która w pierwszy dzień pojechała do hotelu – wszystkie moje ciepłe rzeczy. Nad ranem było masakryczna zimnica. Zęby trzaskały mi jak plastik w szprychy od roweru. To był jednak tylko moment, bo za dwie godziny Słońce waliło w głowę i temperatura rosła z 12 do 25 stopni. Telepało w nocy. Wiadomo. Zmęczenie, a tu wiatr podwiewa a ja zero ortalionu, żadnego “wind catcher”. Koc w namiocie niby gruby i wygodny ale mój śpiwór był lekko cienki i w sumie i tak czułem każdy kamień na plecach. Zatem generalnie powiedzenie: “Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz” – chyba się sprawdziło.

CDN – Interview transcript 16min:28sec

Michał jest po drugiej stronie. Tak jak nieliczni z nas, którzy zmierzyli się z przeciwnościami losu aby sięgnąć po chwilę “Obecności” w życiu ludzi, którzy chcą – mieć pojęcie. Ludzi, którzy być może już niedługo uzbroją się w treningi i determinację aby spotkać nas na Starcie kolejnej edycji Ultra Maratonu przez Saharę.

Marathon of the Sands . Morocco
Comments are closed.